Neorża się rozkładając, ręce obrzękłe zwrócił ku niemu, z boleściwym twarzy wyrazem.

— Słyszeliście co się stało z moijemi końmi w Wieliczce? hę? O pomstę do Boga to woła.

Zdumiał się ks. Baryczka.

— Miałem parę szkap na wypasie u Lewka — dodał gospodarz — król precz je kazał wygnać.

— A jakież prawo miałeś je tam trzymać? — zapytał Baryczka.

— Prawo? — z oburzeniem krzyknął Neorża — takie prawo, że jak wiek wieków tam ludzie tacy jak ja... wypasali i po dwa, i po cztery... Żydaby licho przez to nie wzięło ani króla też.

Ks. Baryczka głową pokręcił.

— Mało tego — podchwycił gospodarz — Posłuchajcie co Groch prawi. Włosy powstają na głowie.

Ksiądz się zwrócił ku podsędziemu.

— Strach! — rzekł Groch — prawo słyszę nowe piszą.