— Jak nam z tem będzie, gdy on wszystko do góry nogami wywróci i zechce przerabiać — mówił Groch — to jeszcze niewiadomo, ale postawi na swem — westchnął sędzia.
— Nam z tem nie będzie dobrze — mówił dalej. — Co naówczas sędzia ma znaczyć!! Pewnie nam i naszego grosza obetnie... bo on więcej dba o kmiecie, o osadniki, o biedny, ciemny lud, niż o nas i o ziemian... Ale co postanowił, toć to... dokaże! Ja go znam! A co wy mówicie o Wielkopolanach... także na tem bardzo polegać nie można. Choćby rycerstwo nie bardzo było chętne, znajdzie zaciążnego żołnierza na Węgrzech, po Niemczech...
Westchnął Groch, zadumał się Neorża.
— Wkrótce i ruskiego ludu będzie miał siła, gdy zechce — dokończył podsędzia.
Wszystko to, co mówił, podziałało na gospodarza, który zamilkł smutnie.
Trwało milczenie dotychczas, a że piwa nie stało, Groch zamyślał odchodzić.
Rozstali się dosyć zimno.
Neorża popatrzał za odchodzącym.
— Baje — rzekł do siebie — ziemianie też coś znaczą! Zobaczymy, ja mu za wstyd mój i szkapy moje nie daruję.