Kaźmirz się już z dworem dobrze od wrót odsadził, a stary kmieć stał jeszcze zadumany, i jak w ziemię wrosły...
Garuśnica aż musiała przyjść, i po ramieniu uderzywszy, rozbudzić.
— Co tobie stary?
Nic nie odpowiadając, Wiaduch wszedł do chaty, gdzie jeszcze worek królewski na stole leżał, siadł na ławie, sparł się i milczący zamyślił.
Baba przed nim z rękami założonemi, wlepiwszy oczy w niego, stała, głową potrząsając.
Leksa nie mógł myśli pozbierać, a na pytania jej długo nie odpowiadał. Nareszcie wstał, przeżegnał się, czapkę poprawił na głowie i westchnął.
— Dziejże się wola Boża i pańska. Jak do Wiślicy to i do Wiślicy...
— Cóż to ci, krzywda, nie cześć? — zapytała Garuśnica
— Milczałabyś stara, bo nic nie znasz — zawołał Wiaduch. Za taką cześć, człek potem skórą płaci. Z dostatkiem jam się nigdy nie chwalił, aby go ludzie nie zazdrościli, a tu, wstydu sobie i stanowi swemu uczynić się nie godzi!!
Powzdychał trochę Wiaduch, przeszedł się po izbie, z kubka po królu miodu dopił, pasa mocniej ściągnął, na chodaki popatrzył, ku słońcu wyjrzał, i rzekł do żony.