Wskazał palcem za odchodzącym.
— Ja go nie znam — rzekł Jaksa.
— Któż go przywiódł? z kim tu przybył? — podchwycił niespokojnie Neorża — nie wy?
— Nie ja! — odparł zapytany.
Neorża zaburczał gniewnie...
— Do kata! — zawołał — stał jak mruk, uszy nastawiwszy — i niewiadomo kto on jest. Gotów na zamek z językiem.
Włosy sobie zaczął targać Neorża, usiłując przypomnieć kto nieznajomego przywiódł tu ziemianina, przed którym, sądząc go swoim, z niczem się tajono.
Jaksa go nieco uspokoił tem, że przecie na podsłuchy przysłanym nie był a samby się wnijść nie ważył, ktoś więc za niego ręczył.
— Wy też nie do nas, a do króla i do dworu należycie, to ja wiem, odezwał się gospodarz do Jaksy, ale przecie skarżyć nas nie pójdziecie.
Spojrzał nań, Jaksie na twarz rumieniec wystąpił.