Król zdawał się niedowierzać.
— Człek to przebiegły i śmiały, rzekł, może tylko języka szuka.
— A jabym mu nie wierzył, przerwał Kochan, niepomiernie wielkości jest chciwy.
— Któż był więcej? zagadnął król.
— Było ich pono dosyć — krótko zamknął ulubieniec królewski, Pszonka, Janina, Otto ze Szczekarzewic.
Milczeli chwilę, a król dumał.
— Otto im gadkę prawił, jak wasza miłość żydów ratowaliście łońskiego roku, osobliwie ową niedorosłą dzieweczkę, której matkę tak okrutnie posieczono.
Kaźmirzowi twarz się rozjaśniła.
— Co to za śliczna była ta przestraszona! — zawołał — w życiu nie widziałem piękniejszej twarzyczki, ani oczu podobnych! Co z niej będzie, gdy urośnie! Westchnął.
— I zmarnuje się ta piękność przedziwna pomiędzy żydowstwem brudnem — dodał ciszej.