Jako ojciec duchowny, wzywam was, królu, po chrześcijańsku żywot rozpoczniejcie na nowo. Precz z nierządnicami, precz z zuchwalstwem i ulubieńcami, królowa powinna powrócić... Domagam się tego...

Głos drżący, coraz mocniej biskup podnosił, tak, że go z drugiej izby słyszeć było można, Kaźmirz pobladł nieco, surowszym wyrazem twarz się oblokła.

— Znam grzechy moje — rzekł — i przed Bogiem za nie odpowiem.

Z żoną żyć — nie mogę... Nierozważne było małżeństwo, ale znoszę je, królowej się krzywda nie dzieje. Miłośnic moich nie widzi nikt, a więcejbym ich mógł ukazać przy opatach i prałatach kościoła, którą mu głową jesteście, niż przy mnie. Oczyśćcie naprzód co bliżej was jest i większe zgorszenie czyni.

Biskup rzucił się z siedzenia — podnosząc rękę.

— Królem jesteś — krzyknął, ale twa wiedza nie sięga nas! Kościelne sługi do was nie należą.

Raz jeszcze wzywam o poprawę żywota, abym niebył zmuszony użyć tego oręża jaki mi jest zwierzony...

Jeżeli kościół cię odepchnie, zachwieje się korona twa, pójdziesz jak ojciec wygnańcem, ale jak on nie powrócisz...

Wspomnienie ojca, króla poruszyło do żywego, zalała się twarz blada krwią.

— Czyńcie ze mną co chcecie, zawołał groźno, lecz świętej pamięci rodzica nie tykajcie!