Nigdy pokuta za grzechy nie była jawniejszą i przykładniejszą...
Sama ona spowiadała się z przeszłości swej, opowiadała, bijąc się w piersi, sprawy, o których nikt nie wiedział, a że to przy mężu czyniła, nieraz boleśnie go temi spowiedziami publicznemi raniła i upokarzała.
Dom przybrał wcale nową postać. — Znikły z niego powoli kosztowniejsze i piękniejsze sprzęty, rozdarowane kościołom, posprzedawane, wyrzucone, jako grzeszny zbytek. Natomiast ściany się przybrały w rozmaite godła, obrazki i wyobrażenia religijne. U każdych drzwi wisiała kropielnica, w każdej izbie stał krucyfix, a w sypialni jawnie rozłożone były narzędzia do poskramiania i trapienia grzesznego ciała, rozmaite dyscypliny, pasy i t. p. Klęcznik był umyślnie tak urządzony, ażeby kolana ranił.
Fryc na to wszystko patrzeć nie mógł i życie mu coraz bardziej brzydło, tak, że z domu uciekał. Nie mógł jednak żonie zabronić starać się w ten sposób o zbawienie duszy i odpokutowanie za grzechy.
W tem wszystkiem więcej było pewnie fantazji, niż skruchy, i ta sama chęć popisu z pobożnością, jaka dawniej piękność Baśki głośną czyniła.
Zwolna jednak te namiętne praktyki wpłynęły na ducha — i, co było zrazu dziwactwem może, stało się potrzebą dla nieszczęśliwej, która znajdowała pociechę i uspokojenie w tej pokucie.
W końcu trzechlecia tego, nietylko piękna Baśka uległa wpływowi ducha czasu, który powoływał do tak surowego kajania się za grzechy.
W krajach sąsiednich i w Polsce, prąd ten, religijna egzaltacja, dawała się czuć ogólnie.
Wielkie klęski, które tysiącami trupów zasypały cmentarze, głód, mór straszliwy, wylewy wód, dziwaczne zmiany w powietrzu, zdające się kolej pór roku zmieniać i grozić ludzkości zagładą — duchowieństwo wszędzie ukazywało jako karę za grzechy, jako przestrogę i napomnienie ku poprawie i pokucie.
Ziarna religijnego zapału, egzaltacij, w przeszłych wiekach zasiane, na nowo bujnie kiełkować zaczęły.