Miłość jego była niewymagającą, i gdy swą królowę zobaczył idącą zdala, gdy przeszła koło niego a spojrzała choć dumnie, Jędrzyk miał wesela i szczęścia na długo.
Jej o nim ani mówić nie było można, bo ją oburzało, że jeden kupczyk śmiał kochać się w Krystynie, wdowie po Rokiczanie — i na nią oczy podnosić.
Wszystkie te opowiadania o piękności, która go tak zachwyciła, Kochan łatwo pozbierał, mnogie mając w Pradze stosunki; właśnie taka kobieta zdawała mu się zrodzona na to, by zastąpiła królowę.
Miłostki dotychczasowe Kaźmirza, o których tyle mówiono, i na oczy mu je wyrzucano, nie mogły się nazwać tem imieniem.
Największa piękność, najświeższa młodość nie zdołała Kaźmirza stale przywiązać. Zrażał się nieokrzesaniem, prostotą obyczajów, brakiem myśli, i wprędce te kilkodniowe kochanki porzucał.
Z rozmów z królem Kochan miarkował, że Kaźmirz marzył o niewieście jak Margareta i więcej pragnął ducha niż krasy.
Rokiczana temu ideałowi najlepiej odpowiadała, nawet jej zimna powaga i obejście się dumne mogło być dla króla pociągającem.
— Tak! ta nam zastąpi królowę!! powtarzał Kochan, przybywając do Pragi.
Przyjęcie króla polskiego równie było świetne i uprzejme jak za ślepego króla Jana...
Cesarz niemiecki, który braterstwo Kaźmirzowi przysiągł, witał go jak brata.