— Na świecie dzieją się rzeczy wielkie i niespodziewane przez miłość — dodał — ale na to potrzeba, aby ona była wzajemną.
Wdowa znaczącem odpowiedziała wejrzeniem.
— Myślicie być znowu kiedy w Pradze z panem waszym? — zapytała.
— Bywaliśmy tu często, i da Bóg, nie, jeden raz jeszcze zjedziemy, piękne oczy wasze nas tu przyprowadzą pewnie.
Zatem kielich ze szkła weneckiego, który w ręku trzymał, wypiwszy za zdrowie wdowy, rękawiczki założone za pas wziął Kochan i zabierał się do odwrotu.
— Dajcie mi jeszcze — rzekł na ostatek — dobre jakie słowo dla pana mojego, lżej nam będzie jechać precz...
— Wszystkoście już słyszeli, com do powiedzenia miała — odezwała się nie wstając Rokiczana... — Powiedzcie mu wdzięczność moją i to, że lepiej, aby zapomniał o mnie, niżby miał o tem marzyć, iż czci się mej dla niego wyrzeknę.
Droga do mnie, przez Kościół tylko!
Mówiła tak, lecz wyraz twarzy nie był ani odstraszający, ani surowy, i kazał się więcej spodziewać, niż obiecywała.
Rawa skłonił się z poszanowaniem, choć na ustach miał szyderski nieco wyraz, zapewnił wdowę, że wiernie poselstwo jej sprawi — i powoli wysunął się z domu, na zamek powracając...