— E e! ofuknął Jędrzyk — kobieta zawsze potrzebuje dozoru... to darmo.
— Opiekunów też ma, w braciach nieboszczyka Miklasza! odparł Rawa.
— A tak — rzekł Jędrzyk — ale oni się mogą nie dopilnować, a ja...
I rzeźko zagadnął.
— Mówcie, czego chcecie od niej? Cóż? żeby do was do Krakowa jechała? Obiecujecie jej bogactwa? ziemie? co?
Kochan ramionami ruszył.
— Spowiadać się wam nie mogę, odparł, powiem tylko, że wy sobie nadaremnie krew psujecie. Ona sama na plewę się nie da wziąć, kobieta rozumna.
— A tak! podchwycił Jędrzyk — ale kobieta, a to — król!
— Niedość, że król, lecz człowiek taki, który niczyjej krzywdy nie chce — rzekł Kochan i zamilkł.
Spojrzeli na się mierząc się oczyma. Gra nie była równa, Kochan, człek przebiegły, dworak, Jędrzyk poczciwy, prosty i nadto gorący.