— Nie... nie mogę głosić tego! nie mogę za radą biegać! czasu nie mam. Źlem uczyniła, żem wam to powiedziała... ale, stało się... za godzinę muszę rzec — tak, lub nie...

Kupiec długo nie odzywał się, dumał.

— Kiedyż wam to król mówił? król, sam? spytał. Jegoż tu nie było temi czasy?

Zarumieniła się wdowa, postrzegłszy, że mogła zdradzić przyjazd Kaźmirza i zawołała żywo:

— Jak się do mnie słowo królewskie dostało, to moja rzecz... dosyć, że je mam! żem go pewna...

— A ja mu nie wierzę — rzekł kupiec — nie rozumiem... Wiele dla was uczynić można, ja to wiem, wiele ucierpieć... ale są takie sprawy, którym i królowie nie podołają... Żony porzucić nie godzi się, a ta, co wasze szczęście oblewać będzie łzami — u pana Boga wam nie pomoże...

Na co wam jakiejś tam korony żądać? alboście między swojemi nie królową? na czem wam zbywa? Także tego króla miłujecie?

Krystyna nie zdawała go się już słuchać, chodziła zadumana.

— Jędrzyk — przemówiła w końcu — nie zdradź mnie — nie darowałabym ci tego... Co Bóg naznaczył mi — stanie się. — Niech będzie co chce...

I powiedziawszy te słowa, rozpłakała się. Płacz był dziwny, mimowolny, padła na siedzenie, zakryła oczy, Jędrzyk szepnął kilka słów uspokajających, postał, nie mogąc się doczekać słowa — na ostatek widząc, że darmoby już ją chciał przekonywać, wyszedł tak zafrasowany, tak pogrążony w sobie, iż sam nie wiedział, jak znalazł się u siebie w domu...