Ludzi widywała mniej niż zwykle. Hanscha odprawiła zupełnie, zamknęła się w domu.
Powiernicą przygotowań była tylko ochmistrzyni i — Zonia, którą, dotrzymując słowa, nastręczył Kochan, poręczając, iż tajemnicy nie wyda... Pięknej dzieweczce szło nadto o to, aby się na dwór królowej dostała — by tajemnicy nie dochowała.
Rana goiła się dosyć szybko.
Żyd miał jakiś balsam cudowny, który przyspieszał zabliźnienie, plaster, którym okładał, i tajemnicze środki, z pomocą których prędkie uleczenie obiecywał. Rawa, choćby już może z podwiązaną ręką mógł się wybrać do Krakowa, umyślnie pozostawał, aby towarzyszyć Rokiczanie.
Trudnością było największą tak z Pragi ujść, aby przedwcześnie nie zdradzić się i nie zwrócić na siebie oczów rodziny, któraby, nie wiedząc o celu podróży, stanęła jej na przeszkodzie.
Rokiczanowie z pewnem podejrzeniem spoglądali od niejakiego czasu na bratowę, śledzili ją, zdawali się czegoś domyślać. Dopuścić jej zostać miłośnicą, choćby królewską — nie mogli. Byliby siłą zatrzymali.
Kochan więc doradzał, aby wdowa chorą się uczyniła i zamknęła w domu. On orszak, mający towarzyszyć jej zebrać, trzymać pogotowiu na zawołanie się zobowiązał. Stara ochmistrzyni miała dla niepoznaki pozostać, i opowiadać o chorobie, a Zonia towarzyszyć w podróży...
Naglił ulubieniec królewski, sam ciągłemi posłańcami przynaglany, i w końcu jednego wieczora Rokiczana, której skrzynie, stroje i klejnoty już były wprzód wyprawione, wysunęła się tylną furtą, przeszła, gdzie na nią czekały konie i wymknąwszy się za starą Pragę — ruszyła z bijącem sercem... do tego marzonego szczęścia i korony, dla której poświęciła wszystko.
Na dzień naznaczony król Kaźmirz przybył do Tyńca w niewielkim orszaku dworzan, z kilku znaczniejszemi państwa urzędnikami, lecz ani na jego twarzy, ani na obecnych przy nim świadkach przyszłego wesela nie było widać tej radości, tego spokoju, jaki przynosi spełnienie upragnionego i dawno postanowionego czynu wielkiego znaczenia.
Wszyscy ci, którym król zwierzył się i objawił im, że Opat Jan, ślub z Rokiczaną dać mu przyrzekł, — przyjęli to milcząco, smutnie, nieśmiało objawiając wątpliwość, czy małżeństwo to ważnem będzie, a potomstwo uznanem.