— Cóż ci to? — spytał. — Widzę, żeś rad czemuś?
— Ja? nie — odparł Rawa, ramionami poruszywszy z lekka — ale, tylko co mi Gozdawa Zbysz opowiadał coś...
Król trąbkę trzymając w ręku, nie wkładał jej, patrzał na Kochana i powieści czekał. Był pewien, że ona wkrótce nastąpi.
— Cóż ci to przyniósł Gozdawa?
— Powiadał mi, że w Krakowie widział piękną Estherę z Opoczna...
Spojrzał na króla, który, nie chcąc się może wydać z żywą ciekawością, na trąbkę spoglądał.
— Mówi, że... — począł.
— Wydano ją pewnie za mąż do Krakowa? — zapytał król.
— Za mąż nie wyszła, straciła ojca... ciągnął Kochan dalej, i co dziwniej na żydówkę, bo u nich niewiasty mało, albo i nic nie znaczą, sama pono się rządzi... Przeniosła się tu na mieszkanie.
— Rodzina czuwać nad nią musi — rzekł król, zwolna sznur od trąbki nakładając na ramię, w czem mu Kochan dopomógł.