Tyś stworzoną do wielkich losów... Gdybyś raz chciała być moją, zostałabyś nią na zawsze...

Nie wiązałbym się, ani ciebie, żadną przysięgą — lecz słowem królewskiem... Możesz że ty zresztą obawiać się być opuszczoną, ty?...

Esthery powieki po raz pierwszy w ciągu tej rozmowy opadły na oczy czarne i osłoniły je, drżenie w twarzy widać było. Usta poruszały się bez głosu, jakby jej siły zabrakło.

Zwolna potem podniosły się zasłony, wzrok jakiś omdlony i łzawy zwróciła milcząca na króla...

— Panie mój — rzekła cicho — ze służebnicy swej nie czyń sobie igraszki bolesnej. Szydziłeś ze mnie — nie może to być.

Król powstał z siedzenia i coraz mocniej rozgrzewając się rozmową — zawołał.

— Na koronę moją — nie żart to był — Esthero!!

Zbliżył się ku niej, pocałował ją w czoło i rzekł gorąco:

— Esthero! oczekuj na mnie jutro — przybędę sam. Nikt widzieć i wiedzieć nie powinien...

Dziewczyna spojrzała nań oczyma wielkiemi.