— Powiadają, że nie głupia jest — żartobliwie a złośliwie mówił Bodzanta. Gdy przy piękności rozum się znajdzie, trudna sprawa...
Znowu chwila milczenia naradę przerwała. Bogorja wcale nie zafrasowany słuchał i do swojego powrócił.
— Chodźmy doń wszyscy — rzekł — nie ażeby go karcić i grozić, lecz by go prosić... Chcemy mieć króla z krwi naszych Piastów, niech się żeni... nakażemy modły, Bóg dla nas czynił już cuda...
— Lecz nie dla tych, co prawami jego pomiatali — dodał Bodzanta. Mili moi panowie (zwrócił mowę do Spytka i świeckich) — czyńcie jak się wam podoba. Idźcie prosić — ja nie pójdę... Modlić się o nawrócenie mogę, dopóki w grzechu jest, odwracam od niego twarz moją tak, jak Bóg i święci patronowie królestwa tego oblicze swe zasłaniają. Karze nas Bóg a chłoszcze od śmierci Baryczki nieustannie, morem, głodem i powodziami daje znaki, a zatwardziałości w grzechu nie przełamał — cóż my na to możemy? Chyba jak Bóg i w imię Jego, chłostać też i surowością gnać do pokuty...
— Spróbujcież chociaż wprzódy łagodniejszego środka — odezwał się Suchywilk... Gdy wyczerpie się pobłażanie.
— Dawno się ono wyczerpać było powinno — rzekł Bodzanta.
Bogorja, jakby nie słyszał co mówiono, począł w myśl swoją:
— Pójdziemy do króla...
Wtem Suchywilk, dając znak wujowi — podniósł głos.
— Ażeby krok ten był skutecznym — rzekł — należy i to rozważyć, czy mamy wszyscy razem do niego iść, czy pojedynczo o to nalegać przy każdej zręczności?