— Dla narodu naszego prosić go będę — mówiła — dla ludzi nie mogę. On u mnie szuka spokoju, a ja mu go żebraniną zatruwać nie chcę.
Lewko się gniewał, lecz wprędce zrozumiawszy ją lepiej, — poszanował jej postanowienie, i nie nalegał więcej.
Spodziewano się może, iż chciwością i nadużyciem władzy, jaką miała nad królem, sama się mu narazi i od siebie odstręczy. Rozum znalazł się niespodziany w dziewczynie, i ta, którą za chwilową fantazję pańską z początku uważano, wkrótce urosła do potęgi, jakiej nikt nie przewidywał...
Kochan milcząco głową potrząsał. Panowanie jego się kończyło...
Od tego wieczora, gdy poddała się konieczności królewskiego małżeństwa, urosła niezmiernie...
Wkrótce przyszedł na świat pierwszy syn jej, którego król, Pełki dawszy mu imię i w szczycie pół orła, a w drugiej tarczy dzielnicy dwie róże białe, — ochrzcić kazał, przyznając swoim. Narodzenie jego wrzawę przeciwko królowi podniosło jeszcze straszniejszą... a równie nadaremną jak dawne narzekania i krzyki.
Tymczasem swaty o księżniczkę Jadwigę wyprawione zostały, a na zamku spieszono z przygotowaniami do uroczystego wesela.
Kaźmierz nie opierał się już, i z obojętnością największą dawał sobą rozrządzać tym, co go otaczali. Jadwiga Szlązka, czy inna, była mu równie nieznaczącą, narzuconą i przymusem daną towarzyszką...
Możnym panem był ten ruchliwy, gorący, niespokojny, gwałtowny Maciek Borkowicz, któremu nigdy dla zasług ojca, Przybysława, Poznańskiego Wojewody, król ogromne nadał ziemie, Koźmin, Orlę, Bożęcice, Golinę i wiele innych posiadłości.