Spytany Wierzynek, powtórzył Kaźmirzowi co z ust jego słyszał — król słuchał milczący...
Po Wierzynku nadszedł Kochan i zagadnął o Borkowicza, którego nie cierpiał, występując zajadle przeciwko niemu.
Większej mu przysługi nie mógł uczynić. Zmarszczył się król, ruszył ramionami.
Nastawanie na Maćka, budziło w nim właśnie nieufność i chęć obronienia go...
Wysłuchawszy Rawy, król rzekł krótko.
— Sędzia dwu stron słuchać powinien, nim wyrok ogłosi, a tyś pono nie słyszał więcej nikogo, tylko tych, co potępiają?
Zdziwiony Kochan — zamilkł.
Drugiego dnia Borkowicz, nie zbyt spiesząc, posłał prosić o posłuchanie u króla. Naznaczono je na dzień następujący.
Gdy wieść się po Krakowie rozeszła, iż osławiony warchoł wielkopolski przybył i miał być sądzonym, ci, co przeciwko niemu mieli zarzuty wielkie, pospieszyli z niemi do króla.
Ks. Suchywilk między innymi, któremu wuj Arcybiskup polecił sprawę Beńka, przyszedł z całym spisem gwałtów, zabójstw, napaści, które przypisywano Borkowiczowi, domagając się, aby go naprzód do więzienia dać i zapobiedz zdradzie, bo tej były jawne poszlaki w stosunkach z Brandeburgami.