— Jeśli król czasu nie ma, czekać mogę, nie chcę mu być przeszkodą; lecz sama z nim mówić muszę. Powiedzcie mu to odemnie.
Nie okazała najmniejszej niecierpliwości, chociaż strój zdradzał, że się Kaźmirza widzieć spodziewała. Już przez wrodzoną niewieścią zalotność, już dla tego, że niczem innem zajmować się nie mogła, królowa codzień lubiła się przystrajać bogato i wdzięcznie. Tych dni, gdy króla się mogła spodziewać, ubiór jej bywał najstaranniejszy. Dobierała szaty i klejnoty, lubować się zdawała w piękności swej. To jedno jej z dawnych, młodszych czasów pozostało.
Po wyjściu Kochana, królowa westchnąwszy, zwolna klejnoty, w które się przystroiła, zdejmować zaczęła, gdy pacholę nadbiegło, o królu znać dając.
Zarumieniona Jadwiga, włożyła na palce zrzucone pierścienie, spojrzała w małe zwierciadło, i krokiem wolnym wyszła do swej komnaty gościnnej, do której w tejże chwili Kaźmirz, w stroju myśliwskim drugiemi drzwiami szybkim krokiem wchodził.
Skłoniła się nizko królowa, nie zbliżając nazbyt.
— Chcieliście mówić ze mną? — zapytał król.
— Tak jest — głosem trochę drżącym odpowiedziała królowa. — Potrzebuję mówić... Posłuchajcie mnie, a jeśli słusznem uznacie, weźcie stronę moją.
Rumieńcem oblała się twarz jej młoda. Król wpatrywał się w nią pilno.
— Milczałam, dopókim mogła — dodała zwolna Jadwiga — dziś moje i wasze dostojeństwo dłużej nie dozwala.
Coraz bardziej zdziwiony król słuchał z uwagą natężoną.