Chłop głową potrząsł.
Swobodną miał mowę jak ojciec.
— Choćbyście chcieli — odparł powoli z uśmiechem smutnym — nie moglibyście wszystkiej biedzie ludzkiej zaradzić. Nie jam jeden był bez chleba. A na zamek, za rycerstwem, dworem i pany nie docisnąłby się człek biedny...
— Wiecie, że u mnie dla was drzwi otwarte — zawołał Kaźmirz.
— A no, straże przy nich stać muszą — począł wieśniak — siermięgi połatanej nie puszczą...
— Cóż z gruntem i chatą się stało? — spytał król.
— Chałupa spłonęła, grunt zajałowiał, Neorża tam już wsadził jakiegoś przybłędę.
Potrząsł głową.
— Mnie tam już nie powracać — rzekł — ciągleby człek na swych nieboszczyków patrzeć musiał i samby się tym żalem zamorzył...
Za królem stał pisarz, ku któremu się zwrócił Kaźmirz.