— Mówże, abym choć ja do niego jechał!.. zawołał przybyły... — jeżeli gdzie obległ? Nie gorzej jużci??...

Czekał napróżno odpowiedzi od Kochana, który na podłogę patrząc, milczał.

Wierzynek zwolna ujął go za rękę...

— Król nie jest lepiej, rzekł, niosą go tu z Osieka, rana nie zagojona... gorączki dostał... Źle się ma, ale nadzieja w Bogu...

Młody panicz ręce załamał...

— Wy tam nic nie pomożecie, choćbyście jechali do niego, odezwał się niedbale Kochan. Rychło go się tu spodziewać można... Źle jest...

— A lekarze?

Kochan ramionami poruszył i zamilkł.

Młodzieniec padł na ławę, i głowę zwiesiwszy, zadumał się, a twarz mu zmieniła się dziwnie...

— Co się ze mną? co się z nami stanie, zamruczał, uchowaj Boże nieszczęścia...