— Potwarze! — rzekła wznosząc oczy na towarzysza — no, a ta krwawa sprawa z Amadejówną!

— Kłamstwo! — krzyknął Kochan, burząc się. — Król nasz nie winien!

Zytka mówić mu nie dała.

— Nie wiem — rzekła pośpiesznie — ale tu na dworze wasz pan ma nieprzyjaciół. Nastroili Margaretę przeciwko niemu, z tych wszystko, z tych i choroba...

Kochan się zachmurzył.

— Mocno chora? doprawdy chora? — zapytał.

— Chora i nie od wczorajszego dnia, ale od tego czasu, jak ojcu dać słowo musiała...

— A cóż będzie z weselem? — spytał Kochan.

— Pewnie poczekać na nie musicie — westchnęło dziewczę.

Rawa udać musiał, że mu szło o wesele to i skoki dla samego siebie tylko. Wzdychał, przymilając się do dziewczęcia.