Pochylił się, zapytując ją o zdrowie.
Księżna pomyślała nad odpowiedzią, usta się jej poruszyły i wyrazem ostrym odparła.
— Jestem chora, widzicie to sami. Będę chorą — dodała. — Sądzę, że wam potrzebaby innej żony... Ze mną smutek do domu weźmiecie...
— Mam nadzieję, że znajdą się u mnie środki rozproszenia go — rzekł Kaźmirz. — Wszystko, co wam może być przyjemnem...
— Mnie już nic przyjemnem nie jest — sucho przerwała księżna.
— Pozwólcie mi mieć nadzieję, że się to zmieni — rzekł król.
— To się zmienić nie może — odparła Margareta.
Słowom tym odpychające towarzyszyło wejrzenie. Kaźmirz zarumienił się, lecz pozostał panem siebie.
— Być może — odezwał się po chwili — iż mnie i królestwo moje nieprzyjaciele źle wam odmalowali i że ztąd powstał wstręt jakiś do mnie. Przekonacie się, że ludzie kłamią.
Księżna dumnie głową potrzęsła, nogą, przy której leżał pas złoty, upadły na ziemię, popchnęła go niecierpliwie.