— Chleb i zamożność da nam pokój — odezwał się — a po nich co najpierwszą wszelkiego kraju potrzebą?
Kaźmirz łatwo mógł w myśl mówiącego trafić, wiedział, co go najżywiej obchodziło zawsze.
— Sprawiedliwość — odparł nieśmiało.
— Tak jest — odparł Suchywilk z radością. — Miłość wasza nieśmiertelną po sobie zostawić możesz spuściznę Polsce. Prawa jej daj!
Kaźmirz powstał odżywiony.
— Dobrze — rzekł — lecz wy mi bądźcie do wielkiego dzieła pomocą. Pociechą ono dla mnie się stanie...
Zamilkł. Ksiądz przedłużał rozmowę znalazłszy w niej dzielne lekarstwo.
— Prawa pisanego tak jak nie mamy — rzekł — co gdzie jest z ust i tradycyj ludzkich pozbieranego, jedno się drugiego nie trzyma, trzeba to zebrać, zjednoczyć, zlać, aby, jak król jeden jest, i prawo było jedno...
Kaźmirz począł go ściskać.
— Pomóż mi — zawołał — pomóż! Trzeba, aby to prawo osłoniło lud biedny, kmiecie wzięło w opiekę. Na to umierającemu ojcu słowom dał, iż bronić go będę...