— Siadaj, mój drogi, siadaj — odparł król. Nudno mi było, ty mię może rozerwiesz, a przynajmniej nie dozwolisz, aby mną czarne myśli owładły.

Starosta siadł wygodnie na kanapce, nogę na nogę założył, rękę jednę do góry podniósł nad głowę i w takiej postawie słuchał zamyślony.

— Nie uwierzysz, jak ja jestem nieszczęśliwy — dokończył król i westchnął.

— Ale wierzę, wierzę, bo W. kr. Mość wieczerzy nie jesz i wina nie pijesz, et sans soupers il n’y a pas de bonheur sur la terre — rzekł starosta — to dowiedziona rzecz.

— Bałamut z ciebie — ciągnął Stanisław August — bałamut! Ty nie zestarzejesz nigdy.

— Niech mnie Bóg od tego strzeże! — przerwał starosta.

— Zazdroszczę ci, naprawdę ci zazdroszczę — mówił król dalej. Nie wiesz, co to jest być królem, a jeszcze w takim jak nasz kraju. Gdybyż choć na chwilę można o tych złotych kajdanach zapomnieć i ciężar zrzucić z karku; ale purpura ściga i mści się, mój starosto. Jest to szata Dejaniry.

— Cóż się stało? — zapytał starosta. Mnie się zdaje, że W. kr. Mość miałbyś prawo właśnie w tej chwili się cieszyć; wszystko idzie po myśli, nawet nieprzyjaciele przychodzą do opamiętania.

Król ręką rzucił.

— Pozwól mi na chwilę o nich zapomnieć — rzekł — wszystko to dręczy mnie, wyczerpuje, nuży, a nic nie bawi. Pragnąłbym się czemś odświeżyć.