To mówiąc, król pudełko otworzył, dobył wstęgę i na szyję szczęśliwego człowieka ją zarzucił.

Nowe rąk pocałowanie nastąpiło. Nowo kreowanemu kasztelanowi pilno było nadzwyczaj pokazać się w całym majestacie swym urbi et orbi; byłby może zaraz odszedł, gdyby król go nie powstrzymał.

— Słowo jeszcze, mój kasztelanie! — rzekł.

Tytuł brzmiał w uchu Rzesińskiego jak najsłodsza muzyka; w duchu powtarzał sam sobie: mój kasztelanie!

— Mówiono mi, nie wiem, czy prawda, coś o ożenieniu waszem, o nieporozumieniu z jejmością i o zamiarach rozwodu. Powiedzcież mi, proszę, jak ta sprawa stoi? co to jest?

Nowo kreowany kasztelan na chwilę stracił humor i przytomność umysłu; sam nie wiedział, czy się miał spowiadać, jak przed pomazańcem Pańskim, czy kłamać, czy milczeć, czy dyssymulować. Wstęga św. Stanisława, która się dotykała chwilowo jego brody, gdy na nią spojrzał, przypomniała mu obowiązki senatora i orderowego pana. Błyskawicą przeleciało mu po mózgu, że jako człek wielkiego świata, dyssymulować był obowiązanym.

— N. Panie! zawołał — niech ludzie mnie sądzą jak chcą... z żoną nie żyłem, opuściła mnie z powodów, które ignoruję; nie pozostaje mi nic, jak węzeł ten dla niej nie miły, a mnie krępujący, rozerwać.

Król słuchał z powagą.

— Lecz — odezwał się — czyby dobrych przyjaciół nie należało wezwać i spróbować, ażali się nie uda z jejmością porozumieć? Jest to, jak mi mówiono, osoba młoda, przystojna, nie bez majątku, pan kasztelan doszedłeś lat dojrzałych, nie jużciż nowych szukać ci związków, czy nie lepiejby więc...

Rzesiński posłyszał to jak mi mówiono i wziął je dosłownie; pomyślał, że plotki o stosunkach z królem musiały być wymyślone, nie mógł nawet posądzać dobrotliwego pana, przez którego tylu zaszczytami został ozdobionym, o fałsz; zmieniło to jego postanowienia. Był wreszcie w usposobieniu pojednawczem i dziwnie rozczulony.