— Co asindziej tu robisz? — powtórzył starosta.
— Ja?...
Rzesiński spowiadać się nie mógł i nie chciał.
— Po drodze, po drodze — bąknął.
— Dokądże? do Kijowa chyba? do księcia Potemkina? z wąsami! — szydersko rzekł Szydłowski. Zdrada kraju, takie piękne wąsy z niego wywozić.
— A kiedy ich doma nie szacują — odparł żartobliwie szambelan. Gdzieindziej jużbym za nie dostał co... jaką dystynkcyę... a u nas...
Dokończył ruszeniem ramion.
— Szambusiu kochany, masz słuszność. U nas rodzimych talentów cenić nie umieją. Było prawo, że kto dał krajowi dwunastu synów, dostawał starostwo, jako panis bene merentium, a kto się takich wąsów dohodował, też coś wart.
Szambelan swoje pokręcił.
— Panie starosto — rzekł — polecam się jego protekcyi.