Jacuś pobiegł do drzwi — stoły kołkiem podparte; — zajrzał przez okno, chata była pusta...

Wtem żebrak, stojący u płotu, wołać nań zaczął:

— A czego tam szukacie, jasny panie... Chata, wszystko pomarło z biedy, z głodu i choroby...

Jakby skamieniały, stał ów szczęśliwiec u progu — stał, stał...

— Z mojej winy zginęli oni, — rzekł w duchu, — niechże i ja ginę!

Ledwie to rzekł, gdy ziemia się otworzyła i zniknął, — a z nim ów nieszczęsny kwiat paproci, którego dziś już próżno szukać po świecie.