Wśród tego wesela, jeden tylko głos jakiś wieszczy, starca pielgrzyma [Rpm XVI. w. u Narbutta] Jana z Pokrzywnej, zapowiadał śmierć i klęski, ale nikt go nie słuchał, tak pewnem zdawało się zwycięstwo.
Starzec prorok zniknął wkrótce z obozu, idąc dalej na Wschód w przedsięwziętą drogę.
Tymczasem przybyli posłowie Tatarscy, wymagający wydania Tochtamysza, nie króla, ale zbiega i wygnańca, a nieprzyjaciela Temir-Kutłuka.
Witold odpowiedział im:
— Idę sam zobaczyć się z Timurem.
Całe siły wyruszyły na południe ku Timurowi, który za Sułą, Chorolem, i Psołą stał nad brzegami Worskli z Mogułami, prosząc o pokój, lękając się walki, a chytrze wyglądając posiłków.
Stanęli, Ruś, Litwa, Niemcy, Wołochy i Polacy u brzegów Worskli; Witold na ich czele. Na przeciwnym brzegu widać było ćmę Tatar70 i szare namioty Timur-Kutłuka. Chytry chan postanowił zwlekać, wyglądając posiłków, a tymczasem posyłał posły i udawał, że pokoju prosi.
— Po co — mówił ich usty do Witolda — idziecie na mnie? Nigdy krajów twoich nie najeżdżałem.
Witold odpowiedział mu dumnie:
— Bóg mi zgotował panowanie nad wszystkiemi krajami ziemi; bądź hołdownikiem moim lub niewolnikiem zostaniesz.