— To potrwa, to potrwa tak długo, począł zamyślony hrabia, uderzając palcami po stole, dopóki nie znajdę kogoś co mnie zbałamucić potrafi.

— Mnie się zdaje, iż rzecz nadzwyczaj łatwa... najtrudniej byłoby to bałamuctwo trwałem uczynić, odezwała się ciotka.

— A cóż jest trwałego na świecie? zapytał hrabia. Zużywa się wszystko, nudzi... przejada! to całe nieszczęście ziemi, lecz razem to szczęście całe, bobyśmy się nie ruszali... a ruszać się koniecznie potrzeba.

— Ale, ciociu droga, przerwał znowu, cóż to za djabeł ta panienka, ta pani, ten sfinks...

— Daję ci słowo, że powiedzieć nie mogę, a jedna z przyczyn jest... rozśmiała się kasztelanowa, iż sama nie wiem kto to jest?

— Jakże się w salonie tu znalazła?

— Wypadkiem...

— To nie może być!

— Powiadam ci tak jest... spotkałam w ogrodzie Saskim ze znajomą mi starą paskudną guwernantką, wciągnęłam do siebie... bawi mnie!

— Jakiegoż stanu? zkąd?