— Mówię co czuję, rzekł.

— Cóż pan czujesz? spytała nielitościwa dziewczyna.

— Że się w pani kocham!

— Ja panu nie bronię, powoli zaczęła ironicznie Laura; lecz szanowny kawalerze, choćbym o tem nawet najmocniej przekonana była, czy pan sądzisz, że to wemnie obudzi coś więcej prócz politowania nad nim?

— Dla czego politowania? zapytał Georges zakłopotany.

— Bo ja na pańskiem miejscu nigdybym się nie mogła zakochać w takiej awanturnicy, która konno sama jedna lata po świecie, przebiera się po męzku, nazajutrz chodzi po kobiecemu... gra komedje... dokazuje, mówi co jej na myśl przychodzi.

— Pani się spotwarzasz... przerwał Georges.

— Nie, ja mówię jak jest. Pan nie wiesz co było powodem, żem wyszła z obyczajów powszechnych, widzisz tylko, żem dziwaczna i szalona, jakże możesz się zakochać we mnie? Nie! to się mylisz chyba... jesteś ciekawy tylko lub chwilowa fantazyjka przyszła ci do głowy... bo miłość?... Ja miłość pojmuję tylko poważną, świętą, wiekuistą, gotową do ofiar.... heroiczną, a dwudniowe zalecanki nazywam, pustotą.

— Pani więc nie wierzysz, że ja...

— Nie wierzę, kawalerze Georges, ażebyś mógł powziąć miłość, znając mnie tylko z najgorszej strony... Dajmy temu pokój. Ucz się pan roli Sewerusa, a potem, wierz mi, powracaj na dwór pana hetmana, rozerwiej się, zapomnij, i nie trać czasu na wzdychanie do takiego obrzydłego trzpiota, jakim ja jestem...