A jakież pan masz prawo żądać odemnie tłómaczenia?
Marszałek się zamyślił; nagle rzucił czapkę na stół.
— No, Babetto! zawołał, słowo honoru! jeśli mi się z tego wytłómaczysz, masz moją rękę, żenię się...
— Słowo honoru? zapytała rumieniąc się Babetta...
— Słowo...
Francuzka się zawahała nieco i postąpiła ku niemu krok.
— A dacie mi też słowo, że moje tłómaczenie zostanie między nami? i że uczynicie to o co ja was poproszę!
— Chętnie, zawołał niecierpliwy Pobożanin.
— Więc posłuchaj, śmiejąc się rzekła zbliżając się do ucha Babetta: ten chłopiec jest... jest... no zgadnij?..
— A jak ja u djabła mam zgadnąć, co on jest! Choćby był królewiczem, to go nienawidzę... krzyknął marszałek...