Kasztelanowe obie wpatrywały się w nią gdy mówiła.

— I ojciec waćpana puścił tak samego, bez opieki? spytała pani Kamieńska.

Laura podniosła oczy.

— Nie mam powodu obwiniać ojca za siebie, jam się to puścił sam bez wiedzy jego... uciekając od złej macochy!

— Jakto? mężczyzna od baby? zapytała pani Kamieńska, a toć wstyd...

— Nie mogąc wojować, trzeba było uchodzić, lecz niech będzie dość o tem.

— I cóż myślisz z sobą? zapytała druga...

— Uczyć się... przeżyć złe chwile, a może lepszych doczekać! rzekła Laura.

— Wiesz kasztelanowo, przerwała tłuściuchna, kawaler nie mając dotąd innej passji, a może broniąc się innym, do sceny i teatru zawziął wielką miłość.

— Byleby go ona za kulisy do aktorek nie zaprowadziła jak innych ichmościów, rzekła pani Kossakowska, boby go szkoda było...