— Trzeba zacząć choć ladajakiemi słowy, a grą nadstarczyć, żeby do pisania pociągnąć! przerwała Laura.

— Tak, należy od czegoś zaczynać, i ja to czuję, zawołał Bogusławski... a no, sam jestem do tego...

— Słuchaj waćpan, gorąco zaczęła kasztelanowa, mocno mi się ta myśl uśmiecha, ułóżmy co! pokażmy, że i my potrafimy... A waćpan panie Borowiecki?

Laura spłonęła cała...

— Ja, rzekła spojrzawszy na Bogusławskiego, ja, jako młodszy, chybabym w niedostatku kobiet, jak to pono bywało po klasztorach... podjął się kobiecej roli...

— A podjąłżebyś się pan w istocie? gorąco przybliżając się do niej, zapytał Bogusławski...

— Spróbowałbym! rzekła Laura...

Kasztelanowej myśl się podobała, klasnęła w pulchne rączki.

— Zróbmy próbę u mnie... zawołała.

— Ale z czego? z czego? rzekł Bogusławski. Ja u księży pijarów uczyłem-ci się po francuzku i nieźle umiem, jednak dla gry za mało...