— Nic się tak złego nie stało, rzekła; z ręki jejmości miłego spodziewać się niemogę... podarunku... a cóż nam szkodzi zobaczyć? może się to da znieść... zresztą, jam na wszystko przygotowana... a ścierpię też do ostatka tyle, ile tylko sił stanie.

Ojciec ją uściskał, poszeptali z sobą i rozeszli się smutni oboje. Przybycie zapowiedzianej przyjaciółki nie zdawało się być tak blizkiem... bo i wybór w drogę i podróż dosyć mogła zająć czasu.

Rotmistrza jak nie było tak nie było z powrotem... Dosyć niecierpliwie wyglądała go jejmość, lecz i znać o sobie ani tu, ani do Smołochowa nie dawał. Wprzódy jeszcze nim on, oznajmiła się listem, z zadziwiającym pośpiechem, pani Herminia Lassy... przyjaciółka wyznaczona za towarzyszkę przyszłą dla Laury. Wypadkiem jednak zamiast do Borowiec, dostała się, śpiesząc widocznie, by kto inny miejsca nie zajął, do Smołochowa, zkąd posłaniec przyniósł wiadomość, iż nieco chora, wypoczywała po trudach podróży. Pani Dobkowa rada może z tego, natychmiast wybrała się sama do niej, chcąc ją zapewne uprzedzić i opatrzyć we właściwe instrukcje, którychby równie dogodnie w Borowcach jej udzielić nie mogła...

Eliasz natychmiast przybiegł oznajmić Laurze, iż zastępczyni biednej panny Henau przybyła. Nieulękłe dziewczę uśmiechnęło się tylko...

— A gdzież jest — tu? zapytała...

— Nie, podobno w Smołochowie, pewnie dziś na noc lub jutro rano z jejmością tu nadąży... Co nam tam za nowe nasłanie przyjdzie! dodał wzdychając... Jejmościn dwór się powiększa, nasz uszczupla... Darmo... ona tu będzie wkrótce panią.

— A czyż to my koniecznie tu siedzieć mamy? odezwała się cicho Laura; czy to świata tyle co w oknie?

Eliasz z przestrachem spojrzał na nią.

— Toć nasz dom! rzekł; gdzież się podziać, co począć? Trzeba znosić karanie Boże... i zdać się na wolę Tego, który zsyła próby i kary, ale w którego łonie i miłosierdzie bez granic...

Stary Eliasz, jak Laura, jak oni wszyscy, czytywał Biblję często i był po swojemu pobożny, choć do kościoła chodził tylko w dni uroczyste.