— Nie zawadziłoby innych ludzi spróbować.
— Ja z moich jestem kontent, rzekł sucho Dobek.
— Boś waćpan ślepy! zawołała jejmość: a czasby oczy otworzyć.
Dobek w istocie otworzył oczy, popatrzał, ramionami ruszył i łagodnie się odezwał:
— Niech się jejmość do tego nie miesza!
Pierwszy to raz tak wyraźną odprawę dostała pani Dobkowa i zarumieniła się z gniewu.
— Co? co? a dla czegoż to ja nie miałabym mieszać się do wszystkiego co nasze a wspólne? A! to mi się podoba! Otóż jeśli tak, obstaję przy tem, ażebyś mi go wziął koniecznie, bo tu już nie o niego, ale o mnie idzie...
Dobek spuścił wzrok, ręce złożył na pasie i zamilkł.
Bobkowa biegała po pokoju, nie ruszał się.
— Weźmiesz go?