Zdawało się już panu Salomonowi, że nareszcie przełamał upór córki, i nie wchodząc w tłomaczenie tego co powiedziała, począł ją ściskać i dziękować. Laura płakała i milczała.

Gdy Dobek wyszedł, jeszcze ochłonąć nie miała czasu Laura, a już wcisnęła się pani Lassy, aby coś z niej wybadać; znalazła jednak usta zamknięte i twarz już wypogadzającą się. Napróżno chciała zwrócić rozmowę ku bytności ojca, aby się o czemś dowiedzieć. Laura zbyła ją milczeniem; spostrzegła tylko niezwykłe namysły w jej oczach i czole, gorączkowe jakieś ruchy, zajęcie... znamionujące wielką walkę wewnętrzną. Gdy po godzinie próżnego zabiegania ze stron wszystkich nie dopytała ani słowa, wymknęła się zdać sprawę pani... iż Lorka bardzo uczuła rozmowę z ojcem i zdaje się mocno poruszona.

Wieczorem w tej godzinie, gdy pani Lassy zwykle odchodziła do swojego pokoju, aby przez szparę i otwór od klucza śledzić czynności Laury, znalazła nadspodziewanie owe szpary pozatykane i klucz tak umieszczony, iż oka nie dopuszczał. Słyszała tylko bacznie nastawiając ucho, iż się tam za drzwiami krzątano...

Z rana zdawało się, iż ślad nie pozostał po wczorajszem z ojcem spotkaniu; pobiegła do ojca dać mu dzień dobry, potem do swojej Muni, do ogródka, na zamek...

Bywały dni dawniej, w których Dobek, córka i część domowników przypuszczona do familijnych tajemnic, zwiedzali groby stare w podziemiu. Drugie do nich wnijście od ruin zamkowych wiodło wprost do pierwszej izby, gdzie były złożone trumny ostatnich zmarłych z rodziny. Klucz od tych drzwi znajdował się zawsze pod strażą pana Salomona, który go tylko jednemu czasem Eliaszowi powierzał. Tego dnia Laura wychodząc od ojca szepnęła staremu, iż chce koniecznie odwiedzić groby...

Eliasz się jakoś zaturbował.

— A jegomośćże wie o tem? spytał.

— Wie, tylko życzy sobie, ażeby o tem po zamku nie rozgłaszać; pójdziesz ty sam ze mną... nikogo więcej nie potrzeba... chciałam pomodlić się u trumny matki.

Eliasz gładził włosy... niespokojny był trochę o tę nową trumnę pokutnika, która stanęła pod murem, bo Laura musiała ją dostrzedz... a pamiętała nadto dobrze jak stały dawne, żeby nie rozpoznała, iż jej tam wprzódy nie było. Nie mógł się jednak oprzeć usilnemu naleganiu Laury, której wszystkim życzeniom zwykł był ulegać; poszedł po klucz, i w chwili, gdy ona niby ogródkiem zajętą była, od którego o kilka kroków znajdowało się wnijście do podziemia, poszedł je dla niej otworzyć.

Narwawszy pierwszych wiosennych kwiatów ile ich unieść mogła, Lorka obejrzała się tylko czy jej kto nie szpieguje, i nim pani Lassy ukryta za węgłem nadbiedz mogła, spuściła się do podziemia. Ostrożny Eliasz natychmiast je za sobą zatrzasnął.