— A to tak ty mnie kochasz? tak? kiedy ja proszę... kiedy ja się lękam?.. Mój ty drogi! mój ty miły... po cóż ci ruszać się z domu?.. czy ci w twem gniazdku nie lubo? na co obcych szukać ludzi? Żyliśmy sami tak długo... trwoga mnie jakaś ogarnia...

— Dziecko jesteś, rzekł Dobek poważnie: i tobież przecie z tego gniazda wylecieć przyjdzie?

Lorka potrzęsła głową.

— A! nie! nie! mnie tu dobrze! nie polecę...

I dodała błagając:

— Poszlej jej pieniędzy... poszlej co zechce... mamy ich dosyć...

— Nie tak wiele jak ci się zdaje! zawołał żywo skąpiec.

Lorka pogroziła mu palcem.

— E! ja wiem! ja wszystko wiem! ale niech to będzie tajemnicą...

— Wszystko co jest to dla ciebie.