— A! to prawda! to prawda! moja mościa dobrodziejko, zawołał ręce zaciskając, lecz zapóźno o tem myśleć, a wyroki Opatrzności snadź tak chciały...

Noskowa się rozśmiała...

— Już to chyba dobrowolnie asindziej dasz wygasnąć imieniowi, boć daleko starsi od niego codziennie się żenią... a cóżby to panu trudnego było! Poszłaby za niego każda z ochotą...

Dobek głowę spuścił, czuł, że dłużej już zabawić był nie powinien, nie odpowiedział nic i żegnać się począł. Jejmość nie wstrzymywała... podała mu znowu tylko rękę... i zbliżywszy się z powodu, że i ścieżka była ciasna, i gałęzie bardzo zawieszone, szepnęła:

— Niechże też pan mnie odwiedza... bardzo proszę... Bardzo mu w mojej samotności wdzięczna będę. Rotmistrz pewnie długo nie zabawi... znowu zostanę... bez nikogo... Kochany mój sąsiad i opiekun nie powinien opuszczać swej wdzięcznej pupilli!

Ścisnęła mu rękę... Dobek pocałował ją znowu... i weszli tak do domu, gdzie brzęk gitary i śpiew rotmistrza słyszeć się dawał. Oprócz niego piękny officjalista czekał snadź na panię dla dyspozycji i rozmawiał z bladą kuzynką... Dobek pożegnawszy całe zgromadzenie, przeprowadzony do ganku, upojony i rozmarzony siadł na brykę i ruszył...

Nie opamiętał się, aż gdy z za lasów wyjrzały mu Borowce, a z niemi przypomnienie córki... domu, spokojnego życia i postrachów nienadaremnych, jakiemi go na wyjezdnem karmiono... Czuł dobrze, iż mu groziło niebezpieczeństwo, że zamach był wymierzony na jego spokój i swobodę; a jednak widząc nawet jasno następstwa, nie mógł się oprzeć nadziei zdobycia jeszcze w życiu, już skazanem na martwe wspomnienia, chwil kilku jaśniejszych, rozkosznych... odrodzonej młodości... Wdowa była dlań cudownie piękna... Lubował się rozpamiętywaniem jej wdzięków, które ona tak umiejętnie podnieść ubiorem i oczom jego ukazać umiała.

— Ale coby to ludzie, coby to Lorka... coby to Aron powiedział! mówił w duszy... Jakim to uporem kupić trzeba to szczęście, które wszyscy poczytują za głupstwo!

Po długiem rozbijaniu się z myślami, w końcu zbliżając się do zamku, pan Salomon powiedział sobie:

— Czy się ożenię, czy nie?... a któż mi zabroni popatrzeć się na tę czarownicę? Taka gratka drugi raz w życiu mi się nie trafi... a drugi też raz żyć nie będę! Będzie co będzie!