Dobek namyślał się czas jakiś.

— Właściwie, zagadnął, o cóż to chodzi? ja dobrze nie rozumiem...

— Jakto! asindziej nie rozumiesz? nie rozumiesz? a to coś paradnego! krzyknął rotmistrz. Bywasz waćpan w Smołochowie u Sabinki, bywasz, jeździsz... w tem nagle, ani z tego, ani z owego, przestajesz.

— Za pozwoleniem, rzekł Dobek: są pewne okoliczności...

— Rozumiem, nagadano waćpanu trzy po trzy...

— Z nikiem o tem nie gadam...

— Dla czegożeś asindziej bywać przestał? zagadnął rotmistrz.

— Lecz czyżem się terminalnie do bywania zobowiązał?

Poręba oczy wytrzeszczył.

— Aleś się waćpan widocznie rozpoczął starać o Sabinkę?