Stary nic nie odpowiedział, i wskazał wyjście prosząc, by do pierwszej izby wróciła. Pani Noskowa na ten raz była posłuszna, lecz uśmiechnęła się złośliwie, jakby mówiła w duchu:
— Zobaczymy! o tem potem...
Po tych oględzinach spoczywając, wróciła jejmość do kwestji pomieszczenia swego.
— A cóż zemną asindziej zrobić chcesz?
— Mam nadzieję, że asindźka zemną razem zamieszkasz, dopóki pokoje jej na dole nie będą wyporządzone.
Noskowa spojrzała nań.
— Ty się boisz córki! no! to ja się sama z nią rozmówię.
— Na miłość bozką!
— Daj pokój, ty mnie rozumu uczyć nie będziesz.
Na tem przerwała. Dobek w niepokoju największym dotrwał do obiadu. Do stołu dano i na górę do jadalni poszli razem. Zastali tu pannę Henau. Lorki nie było. Na ciche zapytanie ojca, ciotka odpowiedziała, że Laura nie przyjdzie do obiadu. Dotknęło to snadź i ojca i jejmość, udała jednak, że na to nie zważa. Przez cały ciąg obiadu w głos przy ludziach nie przestawała mówić o tem, jakie chce poczynić zmiany.