— Chowaj Boże! A! prawda, pan chorążyc jej nie widział?

— Anim wiedział o niej...

— To dopiero się pan zdziwi, gdy zobaczy... bo to nasz kwiatek... różyczka nasza... anioł panienka! śliczności, jakich oko nie widziało, a dobroci! a panie! gdy człek o niej myśli, gdy o niej mówi, to się na łzy zbiera.

Otarł oczy rękawem.

— A gdzież jest? spytał Honory.

— A tu, panie, tu — ale — niech się pan nie dziwuje, że na ślubie panienka nie była. Jej tam serce bolało... I jak boleć nie miało? at!

Machnął ręką...

— Mów, mój dobry stary, przeciem wasz.

— Toć powiem wszystko, przynajmniej człowiek ten ciężar z serca zrzuci...

Zbliżył się do łóżka...