— Co to starościnie? zawołał.

— Chora jestem, bardzo chora...

— Uważałem, że wczoraj już w wieczór nie było bardzo dobrze... ale cóż takiego? może po doktora?

— A! nie, nie, to... spazmy...

Generał dziwie popatrzał na nią milcząc...

— Hm, rzekł, chciałem coś powiedzieć, ale się już boję... żebyś pani nie rozchorowała się gorzej jeszcze...

— Czy co tyczącego się mnie? z obawą odezwała się Dobkowa.

— I bardzo nawet blizko — marszcząc brwi odezwał się Sapora. Widziałem się tylko co z doktorem Wersem... Pan Dobek, mąż jejmości, umarł otruty!

Starościna krzyknęła i padła na sofę czy zemdlona, czy udając mdłości...

Generał nie porywał się do ratunku — czekał stojąc i chłodno patrząc na jęczącą kobietę, która z wolna do siebie przychodziła.