— Jadę sam! ale pan wojewoda żałować będzie słów wyrzeczonych...
— Ja nigdy ani słów wyrzeczonych, ani pieniędzy wyrzuconych nie żałuję, rozumiesz acan! stukając pięścią o stół krzyknął wojewoda... A zwijaj mi się prędko, bom nie jadł...
M. Louis wybiegł jak z procy lecąc... Wojewoda sapał okrutnie. Hajdukowi kazał sobie szukać stołeczka pod chorą nogę, rozłożył się na kanapie i stękał. W pokojach dalszych gdzie pracowała młodzież, cichość była uroczysta, powoli wracano do stolików.
Upłynęło zaledwie kilka minut, gdy trzy osoby weszły do tegoż pokoju... Był to pan Tyszko, pan Honory i stary Eljasz.
Wojewoda popatrzał na nich, a że siedział naprzeciw okien przyłożył rękę do czoła.
— Hę? Tyszko zdaje się? rzekł cicho.
— Do usług...
— Cóż ty tu robisz? z interesem?... zapytał wojewoda.
— Tak jest... i ze znacznym.
— Masz co do odebrania...