Zaczęła Lorkę ściskać i płakać.

— Nieubłagane fatum, rzekła, pomściło się w ten sposób na mnie... Nie jestże to dziwne zrządzenie?...

Honory zostawiwszy Lorkę, pojechał sam do chorążego. Na progu już spotkała go bura sążnista.

— Ale bo też miłosierdzia nie masz! zawołał stary: ja o kuli, sam jeden w tej pustce, gospodarstwo wiosenne djabli biorą... a ty jak pojechałeś tam do tych nieszczęsnych Borowiec, takeś ugrzązł. A Lorka?

— Została u ciotki.

— Jakto? a pocóżeś ty ją tam porzucił? a co ja tu bez tej szczebiotki pocznę? Ja bez niej nie wyżyję.

— Mój ojcze, całując go w rękę odezwał się Honory, pojedziemy po nią razem...

— Żartuj zdrów... mnie droga inna na myśli ku mogiłkom, a ty mnie wyprawiasz w świat jak lekkiego panicza.

— Jużciż choćby w lektyce nieść przyszło, ojciec będziesz na mojem weselu...

Chorąży się aż cofnął.