Cóż myślicie będzie z tej sprawy? dodał rotmistrz.

— Albo ja wiem? Dotąd mi idzie jak z kamienia to arjaństwo.

— E! co to wam się wdawać w sądzenie sumienia ludzkiego, — zawołał Poręba; on o to z Panem Bogiem mieć będzie sprawę... Arjanin? a wiesz asińdziej co arjanie byli?

— Straszliwe kacerstwo! zawołał komissarz.

— No, ja tam tego nie wiem i nie potrafię rozróżnić co arjanie a co ormianie... mnie to wszystko jedno, mówił Poręba, i zbliżył się do ucha Żółtuchowskiemu — ale że ten arjanin grosza miał!! a! a! a!

— A gdzież go podział?...

— Któż to może wiedzieć! Ja wam ręczę, że te kufry były pełne, bom ich próbował.

— Istotnie!

— Żołnierskiem słowem ręczę. Słuchajże kochany Żółtuchowski... co ty, co wy zrobicie człowiekowi, który ma czem ozłocić wszystkie trybunały?

— Tylko nie tam gdzie o arjanizm sprawa, odezwał się Żółtuchowski: ho! ho!