— Jakże ja tego dokazać mam, rzekła, kiedy nie wiem gdzie jest?
— A to go każcie szukać! na miłego Boga! rzekł Sapora... Może też wam łaskę tę uczynił, że drapnął...
— Niewielkaby to była łaska, zabierze pieniądze, które gdzieś schowane miał, odezwała się Dobkowa cicho, bo tam tego słyszę było gotówką na kilka milionów.
Generał się porwał.
— Przesadzacie po babsku! zawołał.
— Jak mi Bóg miły, nie, rotmistrz kufry podnosił, wie ile ich było.
— To cale się tu coś nowego święci, począł zadumany Sapora, gra świeczki warta... Pieniędzy takich podchwycić nie mogli... Są gdzieś skryte... Nie ma co się namyślać, niegodziwego człeka należy się pozbyć... a jejmości zagarnąć spadek...
— A jak się go pozbyć?
Generał nucić zaczął, wino wypił i po czole się bił, jakby z niego wysztukać chciał radę zdrową.
— Dokąd asindźka sądzisz, że mógł uciec? spytał.