— A tymczasem nie o grze i teatrze na dziś mowa, rzekła Laura, mam ważne sprawy, dla których tu przybyłam, tyczące się nie mnie, ale ojca... Nie mam nikogo, coby mi chciał dopomódz.

— Kasztelanowa?

— Zamknęła mi drzwi swoje.

— To nie może być!

— Tak jest, niestety... dodała Laura, być bardzo może, iż postępowanie moje i lekceważenie opinii, skłoniło ją tego. Nikt mnie nie zna...

— Ale cała Warszawa brzmi jeszcze sławą Pauliny! zawołał Bogusławski.

— Na scenie zyskałaby może oklaski; w świecie znajdzie drzwi i serca zamknięte...

— Niestety! to nas wszystkich spotyka.

— Panie Bogusławski, pan masz do króla przystęp? odezwała się Laura.

— Rzadko, trudny... zawołał dyrektor, i pewienjestem, że gdybym z niego inaczej chciał korzystać, niż dla sceny, jejbym, sobie zaszkodził, a nikomu nie dopomógł. Jestem człowiekiem małym, muszę być ostrożny, bo losy sceny od mojego postępowania zawisły.