Bogusławski spojrzał na zegarek.
— A na Boga... za godzinę repetycja...
— Tylko mnie zawieź do niego — powozem wrócisz do teatru...
Zawahawszy się nieco, Bogusławski za kapelusz pochwycił. Wsiadali do powozu, gdy na widok Laury rzucił się ku nim młody mężczyzna przechodzący, z okrzykiem wielkim...
Był to nieszczęśliwy Georges. Laura uśmiechnęła się dziwnie.
— Pan tu jesteś jeszcze?
— I ja, i pan hetman... ale pani? gdzież pani?
— Nie powiesz nikomu?
— Choćby mnie zabić miano...
— Ja z ojcem, wymówiła Laura umyślnie wybitnie wymieniając ojca — mieszkam...