— Czyż o to pytać potrzeba i odpowiadać, i — przysięgać?..

— Boby to bardzo smutnem było, dokończyła Laura, gdybyś... przyniosłszy nam, mnie trochę pociechy... rzuciwszy ją jak jałmużnę... o żebrakach zapomniał...

— Zbyt żywo się wraziło w pamięć to... co tu spotkałem... nieśmiało odpowiedział Honory. Wy o to mieć nie możecie obawy, bym ja zapomniał o was... ale ja?

Laura popatrzała z uśmiechem.

— Czy żądasz na to przysięgi?.. bo ja... tom nawet przysiądz gotowa! W tej smutnej życia mojego godzinie splotło się wszystko co najboleśniejszego i najszczęśliwszego mógł mi dać los, jednego od drugiego oderwać niepodobna. Są to godziny wiekuiście niezapomniane... a wy w nich, kochany bracie, promieniejecie mi jasno...

Któż wie, mówiła idąc ciągle, kto wie co życie przyniesie, co zgotuje dola moja?.. radabym mieć kogoś w świecie, do kogobym o ratunek, o obronę, o pociechę zawołać mogła... Wy pojedziecie... ja wiem co mnie tu czeka... odbiorą mi jedyny skarb, serce ojca... on słaby jest i upojony, oczarował go ten upiór, który z nas krew i życie wysysa... Gdy serce to stracę... zostanie mi może tylko jedno wasze, braterskie... na które — prawda, że zawsze rachować mogę?

Honory ze współczuciem patrzał na nią.

— Tak na mnie rachuj, zawołał, jak tylko na człowieka, na sługę, na niewolnika liczyć można... Wstydziłbym ci się przysięgać, jeżeli nie czujesz, że w tem słowie daję ci — życie moje.

Podali sobie ręce... a oto i ciocia Henau nadążyła właśnie wielce skłopotana tym uściskiem... Lecz gdy nadeszła, Laura już opowiadała Honoremu historję baszty i białej niewiasty, która się tu miała okazywać w każdy dzień zaduszny... Nie było w tem nic zdrożnego i ciocia się uspokoiła.

VIII