— Ja sądzę, że nie we mnie, tylko... tylko w oryginalnem sieroctwie mojem i braku doświadczenia... z których zdawało mu się, że łatwoby mógł korzystać. Wyobraźnia więcej niż serce popędziły go za mną... ostygnie i powróci...
— A dla czegożby kochać się nie miał i nie mógł? spytała Francuzka.
— Dla tego, że ludzie jak on, nadto może kochają wszystkie kobiety, by mogli kochać jedną. Takim mi się wydał przez te kilka dni w Emilopolu i w rozmowach ze mną, dopóki nie domyślił się kto jestem...
— Lecz z kimże was zastałam na rozmowie? dorzuciła Laura śpiesznie składając suknie męzkie i mieniając je na kobiece z uczuciem dziecięcej radości.
— A! nie wiem doprawdy, szlachcic jakiś, człek młody, przystojny i wykształcony dosyć, który snać kręci się po świecie nie wiedząc co z sobą pocznie. Mówił mi o Warszawie... że do niej już trzeci czy czwarty raz powraca.. a nie wie co tam robić będzie... Domyślił się we mnie artystki... do czegom się też przyznała, i nudził mnie rozpytując o teatrze...
— Kochana pani, kończąc ubranie odezwała się Laura, na wszelki przypadek, nim nas Georges wyszpieguje lub znowu jaki natręt napędzi... uciekajmy dalej co najprędzej... Boję się, choć sama nie wiem czego, a zatem Munię przywiązawszy z tyłu do powozu... trzeba pośpieszać...
Laura przejrzała się w zwierciadełku zasmolonem i ucieszyła znajdując swą dawną fizjonomię...
— A więc w drogę! w drogę! zawołała kwef narzucając na głowę...
Wychodziły już do sieni, gdy Babetta zobaczyła Georges’a, który opodal wprawdzie siedząc na koniu, zdawał się na ich wyjazd czatować...
Przed niemi na kilkaset kroków konno także jechał ów wesoły młodzieniec, z którym rozmawiała Babetta.